Rozdział 1, cz.II

2 miesiące później..
Czuję, że coś wisi w powietrzu. Z Marcinem coraz częściej się nie dogadujemy. Ciągłe kłótnie doprowadzają mnie już czasem do szału. Wszystko zaczęło się od moich matur. Wiadomo, że mimo mojej pogmatwanej sytuacji w życiu wynikającej z niespodziewanej ciąży, chciałam zdać maturę jak najlepiej, bo nie po to się pilnie uczyłam przez całe liceum żeby teraz wszystko zawalić. W związku z czym, zakuwałam dniami i nocami zaniedbując przy tym troszkę Amelie. Oczywiście gdy trzeba było to ją karmiłam, przewinęłam itp., ale i tak większość obowiązków spadło na Marcina. Na początku nie narzekał, mówił, że wszystko rozumie, wręcz sam proponował, że on ją uśpi, weźmie na spacer, przewinie itp., ale pod koniec maja miał już tego wszystkiego serdecznie dość..
*płacz Amelii*
- Marcin, idź do niej, bo nie mogę się skupić jak tak płacze(!) – krzyknęłam z salonu do partnera będącego bodajże w kuchni. Nikt mi jednak nie odpowiedział, a płacz nie ustawał. W końcu chcąc nie chcąc wstałam do małej, orientując się tym samym, że mojego faceta nie ma nigdzie w pobliżu i poszłam do góry, gdzie był jej pokoik. Dziewczynka leżała w łóżeczku zanosząc się płaczem.
- Córciaa, czemu ty tak płaczesz, co? – zapytałam nic nierozumiejącego jeszcze dziecka z grymasem na twarzy. Odpowiedziały mi kolejne łzy oraz „łee” wydobywane z ust mojej córki. – nie wiesz, że mama sie musi uczyć? Nie wolno tak przeszkadzać.. co ci dolega, co? Pójdziemy poszukać taty, żeby się tobą zajął.. – otuliłam ją i wyszłam z pokoju, a następnie zeszłyśmy na dół. Marcin był w kuchni.
- Czemu się nią nie zająłeś? – od razu na niego naskoczyłam. – wołałam cie.
- Byłem w toalecie. Mogłem? – spojrzał na mnie zirytowany. – Jak przez chwilę sama się zajmiesz również twoją córką to korona ci z głowy nie zleci.
- Może i nie zleci, ale czas mi ucieknie który bym mogła spędzić w bardziej pożyteczny sposób, np. ucząc się na ostatni egzamin. – odgryzłam się.
- W bardziej pożyteczny sposób powiadasz? To czemu jej nie oddasz komuś, kto podarowałby jej więcej miłości i troski ze strony matki, co? Taką dobrą mamusią miałaś być i co? Ja do niej wstaje w nocy, przewijam, bawię się, spaceruje i wgl. Dobrze, że chociaż ją karmisz.
- Dobrze wiesz, że to przez matury. To źle, że chce je zdać jak najlepiej? Powinieneś mnie wspierać, a nie. Myślisz, że specjalnie ją odrzucam? Nawet nie wiesz ile razy chciałam rzucić książki w kąt i zająć się córką, ale nie mogłam, bo wiedziałam, że mimo wszystko musze myśleć przyszłościowo, czyli np. o studiach. Ja naprawdę ją kocham i nie byłabym w stanie jej oddać.. proszę cie.. ten ostatni dzień zajmij się Amelką.., jutro mam ostatni egzamin.. – podeszłam do chłopaka i spojrzałam mu w oczy z prośbą o zrozumienie. Na szczęście poskutkowało.
- Eh.. dobrze, rozumiem, daj mi ją i idź się uczyć.. – lekko się uśmiechnął, zabrał dziecko, a ja wróciłam do nauki. Reszta dnia mijała nam już spokojnie, aczkolwiek osobno. Marcin z dzieckiem, a ja z książkami. Szczerze przyznam, ze brakowało mi wspólnych chwil z Marcinem, takich beztroskich jak przed porodem. Na współżycie póki co jeszcze nie mogliśmy liczyć, bo po porodzie lepiej odczekać jakiś czas. Jednak jakieś przytulasy, pocałunki też coraz rzadziej się pojawiały w naszych relacjach. Przy rodzicach moich czy Marcina oczywiście udawaliśmy, że wszystko jest super, żebym przypadkiem nie usłyszała „a nie mówiłem” z ust mojego ojca. Cały czas bowiem wierzyłam, że miedzy nami znowu będzie fajnie.. Następnego dnia z rana poszłam do szkoły na ostatni egzamin dojrzałości. Gdy po kilku godzinach wyszłam ze szkoły, czekała na mnie miła niespodzianka. Przed budynkiem stał mój chłopak z córeczką w wózku.
- Marcin? Co wy tu robicie? – szczerze się zdziwiłam.
- Ja też się cieszę, że cie widze – zaśmiał się – cześć skarbie, przyszliśmy po naszą dojrzałą mamuśke i dziewczyne by zabrać ją na obiad. – cmoknął mnie na przywitanie w policzek i się uśmiechnął.
- Oo jesteście kochani – rozpromieniłam się i przytuliłam mojego faceta, a następnie córeczkę, którą wyciągnęłam z wózka. – była grzeczna?
-Jak zawsze, a tobie jak poszło?
- Chyba dobrze – lekko uniosłam swoje kąciki ust.
- To fajnie – puścił mi oczko, ja włożyłam Amelie spowrotem do wózka, który tym razem ja miałam zamiar pchać, a następnie udaliśmy się w kierunku rynku, gdzie znajdowało się sporo restauracji. Czułam, że ten dzień będzie udany. Szliśmy, rozmawiając na luźne tematy i pokazując Amelce rożne rzeczy, rośliny itp. i mówiąc co to jest. W restauracji poszłam z córką w ustronne miejsce by ją nakarmić, a następnie gdy jej brzuszek był już pełny, wróciłyśmy do stolika i zajełam się razem z Marcinem delektowaniem obiadu. Po posiłku i uregulowaniu przez mego partnera rachunku poszliśmy całą rodzinką na spacer.
- Masz jakieś plany na wieczór? – zagadał chłopak.
- Raczej nie, a co? – spojrzałam w jego kierunku.
- Too w takim raziee.. zapraszam cię na randkę. Dziś o 19, pasuje ci?
- Ym.. randke? Dzisiaj? – zdziwiłam się, w końcu myślałam, że jest na mnie zły za zaniedbywanie dziecka.
- Noo tak, co cie tak dziwi? – wyraźnie się zmieszał – nie masz ochoty?
- Nie, nie, chętnie z tobą pójdę na randkę, ale co z Amelia? Czy też ją weźmiemy?
- Amelie na noc weźmie do siebie Paulina z mamą, już z nimi rozmawiałem i się zgodziły – puścił do mnie oczko.
- Aha, no skoro tak to okej. Czylii.. mieszkanie będzie wolne aż do rana?^^ – spojrzałam na niego z zawadiackim uśmieszkiem.
- Może być nawet do południa tylko dla nas^^ – poruszył zabawnie brwiami, a ja już wiedziałam, że tej nocy się nie wyśpie i przyznam skromnie, że ani troche mnie to nie wkurzyło.
- Okej – oblałam się rumieńcem i w bardzo fajnej atmosferze wróciliśmy do domu.

***
Witajcie po kilkumiesięcznej przerwie! Zdaję sobie sprawe, że pewnie większość z Was uznała, że nie bedzie już ciągu dalszego, ale jednak jest! Od razu tylko zaznacze, że rozdziały nie będą już tak częste jak w pierwszej części, bo nie będę ukrywać, że wena mnie troszkę opuśćiła ii dopiero „na nowo” wdrążam się w tą historie, więc musicie być cierpliwi ;)
Jeśli ktoś tu jednak jest jeszcze to byłabym wdzięczna za danie jakiegoś „znaku” np. w postaci komentarza^^
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę udanej drugiej połowy wakacji! ;*
Lovkii <3

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

Rozdział LX (ostatni)

4 miesiące później, 7 kwiecień..
- Aa! Marciin, wstawaaj!! – zwinęłam się na łóżku z bólu, trzymając się za brzuch. Była 5 rano, a ja budzilam mojego chłopaka jękami i krzykami spowodowanymi mocnymi skurczami.
- Sylwia?! Boże, co się stało?! – zapytał zaspany, gwaltownie siadając.
- Wody mi odeszły! Marcin, to bolii.. – załkałam, a mężczyzna zaraz oprzytomniał.
- Spokojnie słońce, już się ubieram i jedziemy do szpitala! – zerwał się z łóżka i w pośpiechu zaczął się ubierać. Skurcze natomiast troszkę ustąpiły, dlatego korzystając z okazji również się ubralam, a następnie wspierając się na ramieniu Marcina, który w drugiej ręce taszczył torbę do szpitala, doszliśmy do samochodu, a następnie ruszyliśmy do szpitala. W czasie drogi co jakiś czas pojękiwałam z bólu, a Marcin tylko starał się mnie uspokajać i cały czas powtarzał:
- Spokojnie skarbie! Zaraz będziemy! Oddychaj głęboko! Wdech, wydech! – i razem ze mną zaczynał oddychać. „Nie ma co, muszę przyznać, że zajebiście spędze swoje urodziny.., oby tylko poród przebiegł szybko!” Gdy dotarliśmy do szpitala, do którego zostałam wniesiona na rękach, Marcin cały personel postawił na równe nogi, aby się mną zajęli. Oczywiście tłumaczyłam mu, że skurcze jeszcze nie są częste i regularne, ale facet był taki wystraszony całą sytuacją, że w ogóle mnie nie słuchał. On wszystko wiedział najlepiej! Nawet podczas badania USG na sali porodowej zaczął się kłócić z lekarzem, że ja na pewno już rodze!
- Panie Marcinie, ja panu powtarzam poraz kolejny, że pańska dziewczyna jeszcze nie rodzi. To, że odeszły wody, nie znaczy, że dziecko już w te pędy wyjdzie na świat. Czasem musi minąć jeszcze od kilku do kilkunastu, a nawet i kilkudziesięciu godzin.
- Co?! – wyjęczałam, pocierając ręką brzuch, bo poczułam ucisk.
- Ale spokojnie, to nie znaczy, że w pani przypadku też tak będzie – uspokoił mnie.
- Panie, ja mam dzisiaj urodziny! Nie tak je sobie wyobrażałam. Za dwa tygodnie kończe szkołe, będę pisała matury!
- Tym bardziej niech sie pani cieszy, że teraz rodzi, a nie np. podczas matury na sali. – puścił mi oczko. Frajer jeden, jego żarty wcale mnie kuźwa nie bawiły.
- Niech już pan lepiej te swoje docinki zachowa dla siebie. – uciszył go Marcin, za co byłam mu wdzięczna, jednak lekarzowi się to najwyraźniej nie spodobało, bo zmierzył go wkurzonym wzrokiem, a następnie zakończył badanie i opuścił sale. Marcin nie odstępował mnie na krok. Co chwila się mnie pytał jak się czuje, czy niczego nie potrzebuje itp., a ja powoli zaczynałam mieć go serdecznie dość..

Po ciężkich 12h w końcu zaczął się ostateczny poród. Piotrowski oczywiście był ze mną i wytrwale trzymał mnie za rękę, mimo, że moje paznokcie prawie mu się wrzynały w skórę. Muszę przyznać, że jeszcze nigdy mi się nie zdażylo tak przeklinać, jak podczas porodu. Zwyzywałam Marcina dosadnie, zaczynając od dupków, a kończąc na.. czyichś synach. Mężczyzne jednak jakby w ogóle to nie ruszało i tylko mnie wspierał, razem ze mną wyciskając z siebie siódme poty. W końcu, po długich męczarniach usłyszeliśmy długo wyczekiwany płacz naszego maleństwa. Nie będę ukrywać, że oboje popłakaliśmy się ze szczęścia, a Marcin pod wpływem emocji namiętnie mnie pocałował. Córeczka mimo wczesnego porodu i tak dostała 10pkt w skali Apgar za co byłam z niej bardzo dumna. Po badaniach, będąc już na sali, w końcu poraz pierwszy mogłam wziąć swój skarb na ręce. Dziewczynka była taka drobniutka i taka malutka, że aż bałam się ją wziąć na ręcę, aby jej nie uszkodzić. Ta mała jest najlepszym prezentem, jaki mogłam dostać na urodziny..

Marcin
Boże.. jaki ten dzień był pełen emocji.., tyle stresu, tyle nerwów, tyle radości! Zostałem ojcem! Byłem przy tym, gdy moja kruszynka przychodziła na świat! Jejku.. niezapomniane uczucie.. Jestem taki dumny z mojej dziewczyny, że dała radę. Nigdy bym nie przypuszczał, że poród to aż tak ciężka sprawa.. Z drugim dzieckiem zdecydowanie będziemy musieli poczekać, o ile Syla się na nie zgodzi. Ale.. ta chwila, gdy mogłem ją przejąć po Sylwii na ręce, taka byla cudowna! Takie to było maleńkie! Jednak.. każdy pierwszy raz jest wyjątkowy., a gdy rodzi się dziecko, to już w ogóle^^

Dziewczynka, dostała na imię Amelia. Razem je wybraliśmy, dzięki czemu, nie było żadnych niepotrzebnych spin. Po 3 dniach, mama z córeczką wróciły do domu i razem, w trójkę rozpoczęliśmy nowy etap w naszym wspólnym życiu..

***
No i wspólnymi siłami, doszliśmy do KOŃCA! Tak Kochani, jest to ostatni rozdział. Wiem, że niektóre z Was prosiły abym nie kończyła opowiadania, ale przyznam szczerze, że.. gdy jest taki mały odzew na te moje wypociny, to aż odechciewa sie pisać.. Jak tak przeglądam archiwum z początków, to aż dech zapiera ile było komentarzy, pochwał, sugestii itp., a teraz? Teraz są 2/3 komentarze na krzyż.., smutne.., nawet bardzo, bo na niektore osoby serio liczyłam, że będą ze mną do końca.., no sle zawsze sie tak dzieje, że połowa się wykrusza ;) dlatego jestem meega wdzięczna tym, które zostały, wspierały i zachęcały do pisania. Kocham Was! Ten rozdział jest również takim mini prezentem z okazji urodzinek Sylwii, no i akcja też się dzieje w ten dzień ;p
Cieszę się, że mogłam dla Was pisać, to było fajne doświadczenie ;) Dziękuję jeszcze raz! Lovkii ;*

PS: jeśli wena wróci, to postaram się zacząć drugą część, aczkolwiek nic nie obiecuję ;) jednak gdyby sie udało, to najwcześniej w maju by się coś pojawiło ^^
Pozdrawiaaam! <3

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

Rozdział LIX

Marcin
Pod koniec listopada skontaktowałem się z moim znajomym pracującym w nieruchomościach i z jego pomocą znalazłem idealne mieszkanie, w pięknej okolicy dla naszej trójki. Osiedle było zadbane, a nie daleko był plac zabaw dla dzieci. Do centrum nie było daleko, tak samo jak i do szkoły Sylwii. Mieszkanie było dwu-poziomowe. Na dole znajdowała się łazienka oraz kuchnia, w której było miejsce na jadalniany stół. Była ona oddzielona od przestrzennego salonu mini barkiem, po stronach którego stały cztery barowe stołki. W salonie stała wygodna trzyosobowa kanapa, dwa fotele, stoliczek do kawy, a na przeciwko siedziska, na szafce był sprzęt audio. Telewizor plazmowy wisiał na ścianie, a w rogu była wieża stereo. Z salonu, można było wyjść na duży balkon, z którego rozciągał się widok na park i pobliskie uliczki. Dolna łazienka, nie była za duża i m.in. zawierała prysznic oraz pralkę. Na piętrze natomiast znajdowały się trzy pokoje i również łazienka, tyle że znacznie większa, od tej dolnej. Jeden z pokoi był sypialnią, w której miałem w planach sypiać z Sylwią, obok przewidywałem pokoik dziecięcy, który dopiero miałem zrobić, a trzecie pomieszczenie miało stanowić pokój awaryjny, w razie gdyby mój plan o wspólnych nocach nie wypalił, bo jak to się mówi: „przezorny, zawsze ubezpieczony”. Mnie osobiście mieszkanie bardzo się podobało, jednak teraz czekało na mnie pierwsze z wyzwań, czyli urządzenie pokoiku dla mojej księżniczki. W tym celu już następnego dnia udałem się do sklepu z akcesoriami budowlanymi i zakupiłem kilka potrzebnych moim zdaniem rzeczy. M.in. farby: brązową i różową, do tego pędzle, taśmę, aby zrobić przerwę między sufitem a ścianą oraz wybrałem brązowe panele. Gdy wszystko już było kupione, wróciłem do mieszkania i od razu przebrałem się w stare ciuchy, zrobiłem sobie papierową czapeczke i zabrałem się do roboty. Po trzech dniach pokoik od strony „budowlanej” był gotowy i teraz pozostawało mi już tylko go umeblować, oczywiście meblami z IKEA. Był to dla mnie nie lada wyczyn, bo wybierając je, musiałem mieć na uwadze to, że muszą się one spodobać zarówno Sylwii, jak i naszej córeczce. Mogłem co prawda poradzić się siostry, ale uznałem, że muszę stanąć na wysokości zadania i sam coś wybrać, a jeśli by się nie spodobało, to najwyżej mi się tylko oberwie, a nie także Pinie. Po tygodniu, pokoik był gotowy i muszę przyznać, że byłem z siebie dumny i miałem nadzieję, że mój trud zostanie doceniony. Potem zaaranżowałem pokój „awaryjny” i ogólnie, po dwóch tygodniach wszystko było gotowe. Teraz pozostało mi tylko sprowadzenie tutaj Sylwii. Z tego wszystkiego nawet nie zauważyłem, że za oknem już śnieg i mamy drugi tydzień grudnia, co oznaczało, że święta coraz bliżej. W związku z tym, uznałem, że to jest odpowiedni moment, aby w końcu nawiązać relacje i pokazać moją niespodziankę..
M: „Hej Sylwia, jak tam u Ciebie? Masz może ochotę, aby się spotkać? Wydaje mi się, że mamy sobie coś do wyjaśnienia..” – napisałem następnego dnia rano, a odpowiedź przyszła dopiero po dwóch godzinach.
S: „Wczas sobie o mnie przypomniałeś, ponad miesiąc ;) niestety mam już plany.., na dzisiaj i na kolejny miesiąc jeśli nie dłużej, więc się raczej nie spotkamy. A, i nie mamy sobie czego wyjaśniać. Miłego dnia! :) ” – zamurowało mnie i chyba z pięć razy czytałem tą wiadomość. „Mam już plany na dzisiaj i kolejny miesiac..”, czyli jednak jest z tym fagasem! Oo nie, nie, ja na to nie pozwolę! Po południu podjechałem pod jej szkołę i mimo, że było zimno, wyszedłem przed samochód i opierając się o niego, czekałem na Sylwie. Wyszła po 15min. opatulona ciepłym płaszczem, szalikiem, w rękawiczkach i słodkiej czapce na głowie, a na ramieniu miała torbę. Gdy już miałem nadzieję, że jest sama, po chwili u jej boku pojawił się ten sam koleś co ostatnio. Tym razem jednak, postanowiłem od razu zacząć działać i wyszedłem im na przeciw.
- Hej – stanąłem na wprost nich i zmierzyłem chłopaka wzrokiem.
- Co ty tu robisz? Myślałam, że wyraziłam się jasno w sms’ie. – powiedziała oschle, a ja zwróciłem na nią swoje spojrzenie.
- Owszem, ale mam do ciebie ważną sprawę i tym razem nie odpuszczę. – hardo odrzekłem. – Może przedstawisz mnie swojemu chłopakowi? – dałem nacisk na ostatni wyraz.
- Nie wydaje mi się aby było kogo przedstawiać, ale niech ci będzie. Kacper to jest Marcin, Marcin to Kacper. – oznajmiła wskazując na nas. Chłopak od razu wyciągnął do mnie rękę, ktorą niechęnie uścisnąłem.
- Teraz, możesz mi dać spokój? – spojrzała na mnie z założonymi rękami na biuście.
- Nie, ponieważ w dalszym ciągu mam do ciebie sprawę, którą chcę załatwić w cztery oczy. – swók wzrok skierowałem na chłopaka, który na szczęście od razu ogarnął o co chodzi.
- To ja już może pójde, aa wy sobie wytłumaczcie wszystko, ty też Syla.. – znacząco na nią spojrzał, na co dziewczyna przewróciła oczami. Następnie się pożegnali i chłopak odszedł.
- Więc? Co to za sprawa?
- Niespodzianka, aale musisz ze mną jechać.
- Oo nie kochany, nigdzie z tobą nie jadę! – kategorycznie odmówiła.
- Proszę cię.., to ważne.. – z nadzieją spojrzałem jej w oczy. Sylwia przez chwile milczała, ale było widac, że intensywnie myśli nad decyzją, w końcu jednak się zgodziła, co mnie bardzo ucieszyło i pojechaliśmy do nowego mieszkania. Gdy dotarliśmy na miejsce, jak przystało na gentelmena otworzyłem jej drzwi i wypuściłem z samochodu.
- Ym.. gdzie my jesteśmy? – rozejrzała się zaskoczona.
- Zaraz zobaczysz, chodź – poszliśmy do klatki, a następnie udaliśmy się do mieszkania. – Kupiłem nowe mieszkanie. – wytłumaczyłem po drodze.
- Oo.., widze, że się powodzi. – powiedziała jakby z przekąsem.
- Miałem ku temu powody. – udałem niewzruszonego jej docinką.
- Wróciliście do siebie z Patrycją i zabrakło pokoju dla synka? – zapytała z ironią, co zaczynało mnie drażnić.
- Nie. Patrycja z Adasiem wróciła do siebie. Zaraz poznasz mój powód, cierpliwości. – bardzo spokojnie odpowiedziałem i otworzyłem drzwi mieszkania. – zapraszam. – przepuściłem ją w progu. W hollu zdjęlismy kurtki i buty, i przeszliśmy dalej.
- Wow.., no no, muszę przyznać, żee salon robi wrażenie – szczerze przyznała, co mnie ucieszyło.
- To fajnie, czego się napijesz? – poszedłem do kuchni.
- Em.. może ciepłej herbaty, boo troche zmarzłam.. – uśmiechnęła się lekko, a ja przytaknąłem i wziąłem się za parzenie herbaty oraz dokańczanie wczesniej przygotowanego obiadu.
- Mogę iść zwiedzić resztę mieszkania?
- Yy.. jasne, czuj się jak u siebie – usmiechnąłem sie do niej, a dziewczyna zadowolona poszła na górę. Z racji iż byłem ciekaw reakcji Sylwii na widok pokoiku dla naszego skarba, po upływie kilkunastu sekund, po cichu za nią poszedłem. Tego co zobaczyłem, nigdy bym się nie spodziewał..

Sylwia
Cała sprawa z tym mieszkaniem wydala mi się już na początku podejrzana. Moja ciekawość jednak, jak zwykle nad wszystkim przejęła kontrolę i miałam ochotę zobaczyć całe to mieszkanie. A może chciałam sprawdzić, czy nie ma w nim jakiś śladów obecności kobiety? Nie ważne. Istotne jest jednak to, co ujrzałam w jednym pokoju na piętrze. Gdy nacisnęłam klamkę i pchnęłam drzwi, moim oczom ukazał się najśliczniejszy pokoik dla dziewczynki, jaki nawet w snach nie widziałam. Podłoga była wyłożona brązowymi panelami, ale na środku znajdował się miękki, jasny dywan. Pod ścianą po prawej stronie stała kołyska z baldachimem oraz karuzelą, wykonana z jasnego drewna. Do kompletu była także komoda i szafa, a przy kołysce stał wygodny jasny fotel. W rogu po drugiej stronie była strefa „zabaw” gdzie centrum stanowił ogromny miś siedzący na podłodze. Znajdował się tam również konik na biegunach, co mnie rozbawiło. Jednak ogólny widok pokoju przyprawił mnie o łzy, które swobodnie spływały po moich policzkach i o dziwo, były to łzy szczęścia.
- Podoba ci się? – z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka, który nawet nie wiem kiedy, pojawił się w pokoju.

Marcin
- Ym.. ta.. tak.., jest.. jest prześliczny! – wykrzyknęła zadowolona, a w oczach świeciły jej iskierki.
- To się cieszę. – obdarzyłem ją szczerym uśmiechem.
- Sam to wszystko zrobiłeś?
- Tak, wszystko zrobiłem sam. Meble również samodzielnie wybrałem. – odpowiedziałem dumnie.
- No.. muszę przyznać, że zaskoczyłeś mnie jak nigdy. – spojrzała na mnie z uznaniem. – jednak.. nie do końca rozumiem, do czego zmierzasz przez to wszystko?
- Ja.. Sylwia.., ja chce wszystko naprawić. Nie zdradziłem cię. Chce zawalczyć o nas, o naszą rodzinę, naszą wspólną przyszlość. Chce wspierać cię w czasie ciąży, znosić twoje humorki, narzekanie na to, że jesteś gruba, mimo że tak wcale nie jest, bo seksi ci z tym brzuszkiem i w ogólę. Chcę być z tobą, bo mimo tego, że twoje pojawienie się w moim życiu, twoja ciąża i w ogóle, obróciła je o 180° to wyszło mi to na dobre. Zmieniłem się, ale podoba mi się ta zmiana. Nie kręci mnie już ciągłe zmienianie partnerek, wystarczysz mi Ty, bo cię kocham. – spojrzałem jej w oczy. – Proszę cię, daj mi tą ostatnią szanse, nie zmarnuję jej, obiecuję, .. zamieszkaj tu ze mną.., bądźmy jak prawdziwa rodzina.. – ująłem jej dłonie w swoje i pogładziłem kciukiem po knykciach. Dziewczyna zadrżała na ten gest, ale po chwili nasze spojrzenia się skrzyżowały. Widziałem, jej strach zmieszany z bólem.. To już nie była ta sama Sylwia którą znałem.., jej oczy nie były już pełne życia, radości, wyrażały ból. Jednak po chwili zaczęło się w nich coś zmieniać. Zaczęła jakby.. kiełkować w nich nadzieja i pojawiło się światełko w tunelu.. Nagle poczułem jak drobne rączki oplatają moje ciało. Sylwia się do mnie przytuliła! Od razu to odwzajemniłem i chwilę staliśmy w ciszy, tuląc się do siebie stęsknieni. Tak bardzo mi tego brakowało..
- Kocham cie i.. możemy.. spróbować jeszcze raz.. – spojrzała mi w oczy, a ja pochyliłem się i złożyłem na jej wargach pełen miłości i czułości pocałunek. Tak cudownie jak tego dnia, to ja już się dawno nie czułem..

Pokój dziewczynki, mniej wiecej wyglądał tak xD
dziecinny_klasyczny_bialy_brazowy_rozowy_1008557

***
Sto lat! Sto lat! Nie wierzę, że dzisiaj mija równy rok od wrzucenia pierwszego rozdziału.., jak ten czas leci! ;o z tej okazji dodaję nowy, rozdział, który jest już przedostatni! Mam nadzieje, że spodoba Wam się taki obrót sprawy ;)
Udanego weekendu!
Lovkii ;**

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

Rozdział LVIII

Jakiś czas później
Smutek. Ból. Rozpacz. Łzy. Nieprzespane noce. NADZIEJA. Łzy. Ból. Smutek. Rozpacz. Nieprzespane noce. BRAK NADZIEI. Minął miesiąc od mojego zerwania z Marcinem. Miesiąc w ciągu którego, te wszystkie emocje wzajemnie się przeplatały. Czy żałuję? Owszem, ale jednocześnie czuję, że nie mogłam inaczej postąpić. Dla własnego i dziecka dobra. Do zmiennych stanów nastroju dochodził brak koncentracji, niechęć do robienia czegokolwiek, gorsze oceny. Nawet pierwszy śnieg nie wywołał we mnie, tradycyjnej emocji jaką zawsze była radość. Wyjątkowo w czasie tej pory, czułam dwa razy większe zimno, chłód. Byłam rozkojarzona, a ciąża wcale w tym okresie mi nie pomagała. Wręcz przeciwnie. Za każdym razem gdy dawałam rękę na brzuch, uświadamiałam sobie, że to dziecko Marcina. Mężczyzny, którego tak bardzo kochałam.. i w sumie nadal żywie do niego jakieś uczucie. Tak bardzo zależało mi na tym, aby mimo mojego młodego wieku, stworzyć mojej córeczce prawdziwą rodzinę i naprawdę, cały czas wierzyłam, że stworzę ją z Marcinem, jednak jak się okazało, życie ma dla mnie inny scenariusz. Niby mówi się, że wszystko dzieje się „po coś”. W takim razie, po co wydarzyło się to wszystko? Po to, abym przejrzała na oczy i doszła do wniosku, że Marcin nie jest dla mnie? Przecież to nonsens. Sam do mnie startował, a nie sądzę, abym tak szybko mu się znudziła, tym bardziej, że tak często powtarzał mi, jak bardzo mnie kocha.. Moze faktycznie wpływ miało na to moje małe doświadczenie w niektórych sprawach i dość spora różnica wieku.., no bo jak inaczej wytłumaczyć tą całą sytuacje z jego mieszkania i to, że nawet za mną nie pobiegł? … Na tą chwilę nie wiem o nim nic. Od feralnego wieczoru mężczyzna w ogóle się ze mną nie kontaktował. Z jednej strony cieszyło mnie to, ale tylko na początku, bo oznaczało, że uszanował moją prośbę, jednak z drugiej.. tak bardzo mi go brakuje, mimo tych wszystkich przykrych sytuacji.. Każdego dnia gdy się budzę, sprawdzam telefon i pocztę na laptopie z nadzieją, że znajdę tam jakąś wiadomość od niego, nieodebrane połączenie, cokolwiek! Ale nie, za każdym razem dotyka mnie rozczarowanie. Co ja najlepszego narobiłam? Źałuję, że nie ma go przy mnie, tak bardzo chciałabym mu powiedzieć, że nasza córeczka pare dni temu, dała o sobie znać i poczułam pierwsze kopnięcie, że jest z nią wszystko w porządku, jest zdrowa, prawidłowo się rozwija, pokazać mu zdjęcie małej, na którym widać już zarys jej ciałka.. Tak bardzo chciałabym mu powiedzieć, jak bardzo go kocham, jak bardzo żałuję tego wszystkiego, mimo, że niczym nie zawinęłam. Jednak.., nie potrafie. Mam jakąś blokade w sobie, która znacznie uniemożliwia mi nawiązanie kontaktu z Liberem. Może to jest jakiś znak? Może on sobie kogoś znalazł albo.. wrócił do Patrycji? Ta myśl była dla mnie najgorsza, jednak coraz częściej pojawiała się w mojej głowie. … Z jednej strony tęsknota i rozpacz, ale z drugiej złość, i w pewnym stopniu nienawiść za to wszystko co mi zrobił.. Do świąt już niedaleko.. nie wiem jak je przeżyje bez ukochanego faceta u boku.., no ale.. trudno takie życie jakoś sobie poradzę z córeczką..

Marcin
Smutek. Ból. Rozpacz. Łzy. Mocno zakrapiane noce. BRAK NADZIEI. Łzy. Ból. Smutek. Rozpacz. Mocno zakrapiane noce. NADZIEJA. Minął miesiąc od zerwania Sylwii. Miesiąc, który wydawał się mi być wiecznością, otchłanią, która mnie wciągnęła, a ja nie potrafię z niej uciec. Tyle alkoholu ile wypiłem przez pierwsze dwa tygodnie, już dawno nie miałem w ustach. Brakowało mi jej. Cholernie mi jej brakowało. Jej pięknego uśmiechu, radosnych oczu, droczenia się ze mną, jej cudownego ciała, drobnych rączek i wielkiego serca, które mi oddała, a ja je złamałem. Z domu rzadko kiedy wychodziłem. Zapuściłem się. W momencie gdy miłość mojego życia opuściła moje mieszkanie, które miało stać się nasze.., cały mój świat legł w gruzach, dosłownie.., a miało być tak pięknie! Miałem razem z nią czekać na narodziny naszej księżniczki, mieliśmy razem się cieszyć tym, że ją mamy. Chciałem towarzyszyć jej podczas badań, zrobić najśliczniejszy dziecięcy pokoik, a za rok, może dwa oświadczyć się Sylwii, wziąć ślub i żyć długo i szczęśliwie.. Niestety przez moją głupote, cały cudowny plan legł w gruzach. A może tak miało być? Nie zasługuję na nią. Doskonale wiedziałem jakie miała doświadczenia z facetami, a i tak musiałem się zachować jak dupek. Po jakimś czasie z tęsknoty zacząłem chodzić lub jeździć pod jej szkołę. Siedziałem wtedy w samochodzie lub na ławce za krzakami i czekałem aż wyjdzie ze szkoły. Wiedziałem kiedy to jest, bo jej plan zajęć znałem już na pamięć. Gdy wyszła ze szkoły, moje serce szybciej zabiło. Była taka piękna, brzuszek był już lekko wypukły, przez co wyróżniał się odrobinę pod płaszczem. Moja radość minęła jednak tak szybko, jak szybko się pojawiła. Po chwili z budynku wybiegł młody chłopak, modnie ubrany, pełen energii, uśmiechnięty i w ogóle, i podbiegł do Sylwii, na co ta się od razu rozpromieniła. Pocałował ją w polik, zamienili pare zdań, a następnie gdy dołączyła do nich Wera, odeszli gdzieś razem. Podobna sytuacja powtarzała się codziennie, jednak pod koniec tygodnia, sami gdzieś poszli. Czy Sylwia kogoś ma? Tak szybko się po mnie pocieszyła? Ta myśl i ten chłopak nie dawali mi spokój, w związku z czym postanowiłem za nimi pojechać. Inaczej mówiąc, tak, śledziłem moją byłą. Poszli do kawiarni, w której cały czas nawijali, a Sylwia co jakiś czas gładziła się po brzuchu. Po chwili chłopak usiadł obok niej i również przyłożył reke do jej ciała, a na jego twarzy momentalnie pojawił się szeroki banan. Co tu dużo mówić? Cały kipiałem złością na ten widok. To ja powinienem teraz siedzieć na miejscu tego frajera i dotykać moją kobietę po brzuszku, nie on! Jednak muszę przyznać, że tamta sytuacja udowoniła mi, jak bardzo kocham tą cudowną pianistkę o anielskim głosie. Wtedy jakby dostałem wiatru w żagle i zacząłem wierzyć, że jeszcze uda mi się to wszystko naprawić, i następnym razem to ze mną będzie siedziała w kawiarni już jako dziewczyna. Muszę jej tylko udowodnić jak bardzo ją kocham, i jak bardzo mi zależy na niej i naszym maleństwie. W tym celu postanowiłem zaszaleć i wpadłem na genialny pomysł..

***
Na początek przepraszam za tak długą przerwę.. przyznam się, że nie miałam zbytnio ani weny, ani chęci.., ale postanowiłam, że na święta coś napisze. Dziękuję tutaj mojej przyjaciółce Ewelinie, za to, żee pomogła mi w pisaniu tego rozdziału, bo pewnie gdyby nie Ona to bym sie z nim nie wyrobiła xD mam nadzieję, że nie jest on najgorszy ;)

Na koniec, życzę Wam wszystkim, idanych, rodzinnych świąt, wesołego Alleluja ii mokrego dyngusa! :*

PS: do końca opo już coraz bliżej ^^

Lovkii ;**

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Rozdział LVII

- Marciin.. poży.. oo.. em.. hej Syla – mój wzrok napotkały oczy tej pustej blondynki, która bezczelnie się słodko uśmiechnęła. Moje nerwy były już ostatkami sił trzymane na wodzy, a moje spojrzenie, gdyby miało magiczną moc, to by zabijało.
- Witaj Patrycja. – warknęłam, ale mimo to na mojej twarzy zagościł złośliwy uśmieszek, ktory zauważył Marcin.
- Sylwia, to.. to nie tak! My.. – nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Zamknij sie! – wydarłam się na niego i zaczęłam przemierzać odległość dzielącą mnie i blondyne. Ta kobieta nie wiedziała jeszcze co ją czeka. – Posłuchaj szmato. – zaczęłam ostro i złapałam ją za ręcznik na co ta drgnęła i niepewnie na mnie spojrzała. – zabierzesz teraz wszystkie swoje rzeczy z mieszkania mojego faceta i już więcej się tu nie pojawisz, jasne?! Myślisz, że skoro jesteś starsza to jesteś i lepsza w te klocki?! – wydarłam sie. Byłam jak rozwścieczony byk podczas walki z torreadorem.
- Sylwia.. spokojnie.. – spróbował załagodzić sytuacje Marcin, ale uniosłam tylko rękę, aby siedział cicho.
- Mam gdzieś to, że macie razem dziecko, rozumiesz?! Bo to nie upoważnia cie do odbijania czyjegoś faceta! Jesteś nikim, rozumiesz?! Nikim! Marcin będzie miał kontakt tylko z Adamem, a ty trzymaj sie od niego z daleka! Miałaś swoją szanse, a że jej nie wykorzystałaś, to już twój problem! – spiorunowałam ją wzrokiem i docisnęłam do ściany. Kobieta cicho jęknęła i zachłysnęła się powietrzem.
- Uh.. puść mnie wariatko! – wychrypiała, ale ja nic sobie z tego nie zrobiłam.
- Sylwia, puść ją! Chcesz ją udusić?! – podszedl i szarpnął mnie za reke.
- Ała! – krzyknęłam, gdy lekko wykręcił mi ją do tyłu.
- Uspokój się dziewczyno! A ty Patrycja ubierz sie i zabierz swoje rzeczy. – warknął.
- Ale kochanie.. – wyszeptała aksamitnym głosem, a mnie zalewała już krew. Chciałam się odwinąć i porządnie jej wpieprzyć, ale Marcin wyprzedził moje zamiary i mocniej złapał za ręke.
- Nie jestem twoim kochaniem. Przestałem nim być 5 lat temu. Zabieraj swoje rzeczy i opuść to mieszkanie. Raz na zawsze. – stanowczo powiedział, patrząc jej ze złością w oczy. Dziewczyna się już nie odezwała tylko pobiegła do pokoju gościnnego, gdzie za pewne miała swoje rzeczy.
- Puść mnie. – szarpnęłam ręką.
- A będziesz już grzeczna?
- Nie bądź śmieszny. – wyrwałam ją w końcu i spiorunowałam Marcina wzrokiem, nie zdążyłam się jednak odezwać, bo Patrycja wyszła z pokoju już ubrana.
- Dziwie się twojemu wyborowi Marcin, kiedyś miałeś lepszy gust. – z pogardą na mnie spojrzała.
- To się nie dziw, bo zdążyłem sie zmienić za te kilka lat, a teraz już wyjdź i przekaż Adasiowi, ze jutro go odwiedze.
- Jeśli ci pozwole. – zaśmiała sie i wyszła.

- Sylwia.. – zaczął Marcin, ale nie chciałam tego słuchać. Zwyczajnie nie miałam już na to wszystko siły.
- Nie tłumacz się. Nie chce wiedzieć co tu sie działo. Nie wnikam czy mnie zdradziłeś, czy nie zdążyłeś tego zrobic, czy nie miales tego nawet w planach. Guzik mnie to obchodzi. Czasem lepiej jest, gdy wie się mniej. Ale po tym co tu zobaczyłam, co tu zaszło, wiem jedno. – spojrzałam mu prosto w oczy – Ja już tak dłużej nie potrafie. Ufałam ci cały czas, mimo tego co przeszłam z facetami, o czym ty doskonale wiedziałeś, ale moje zaufanie ma też swoje granice, które ty znacznie przekroczyłeś. Doskonale wiesz, że jestem w ciąży i potrzebuje spokoju, relaksu i w ogóle, a tymczasem w ciągu ostatniego miesiąca ciągle żyłam w stresie. Tak jak chodziłam raz w miesiącu, tak w tym dwa razy szłam, bo tak mnie brzuch bolał z tego wszystkiego, a nie wiem czy wiesz, ale wtedy byłam w takim okresie, że w każdej chwili mogłam poronić! Ja wszystko rozumiem, masz chorego syna i wgl, ale to kurwa nie znaczy, że masz jego matke pieprzyć i zgadzać sie na jej podboje! Ja dla ciebie już nic nie znacze, a tak sie zarzekałeś jak bardzo mnie kochasz i w ogóle! Jesteś zwykłym dupkiem, który praktykuje zasade uwieść, zaliczyć, porzucić, a to, że w trakcie pojawiło się dziecko, to zwykły przypadek, który można pominąć! Jeszcze nikt mnie nigdy nie zranił tak jak ty i jedyne co sprawia mi największy ból, to myśl, że najbardziej ucierpi na tym nasza córka, która niczemu nie jest winna. No, ale cóż, widocznie tak miało być. – sztucznie się uśmiechnęłam – a podobno miało być tak pięknie! Byłam naiwna, powinnam już dawno zrozumieć, że z tobą nigdy nie będzie pięknie, ale jak to sie mówi? Mądry Polak po szkodzie. Na koniec.. mam do ciebie tylko jedną prośbe: Gdy kiedyś poznasz tą jedyną, nie popełnij drugi raz tego samego błędu, co teraz. Żegnaj. – ostatni raz złączyłam nasze usta i pospiesznie mimo jego próśb i nawoływań, opuściłam mieszkanie. Na zewnątrz od razu uderzyła we mnie fala zimnego powietrza, a po policzkach zaczęły spływać łzy. Właśnie straciłam miłość mojego życia.. zalana łzami, wróciłam do domu, zamknęłam się w pokoju i po godzinnym płaczu, zasnęłam.

Marcin
Gdy Sylwia docisnęła Patrycje do ściany, byłem przerażony. Ona mogła ją udusić! Nie mogłem stać bezczynnie, musiałem zareagować. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Krzyki dziewczyn wymieszane z moimi stanowczymi słowami, opuszczenie przez Patrycje mojego mieszkania, następnie monolog Sylwii o tym jaki ze mnie dupek, cham i mógłbym tak sie jeszcze obrzucać obelgami bez końca, a na koniec.. ona odeszła. „Tak po prostu odeszła! Po tym wszystkim. Po prawie roku znajomości, wspólnych planach, cudownych nocach, których nie było zbyt wiele, ale każda z nich była wyjątkowa.., taka magiczna.. Przecież będziemy mieć dziecko! Kurwa Marcin co ty zrobiłeś!” Byłem załamany. Jednego wieczoru straciłem dwie najważniejsze osoby w moim życiu (pomijając mame i siostre), osoby, z którymi tak bardzo chciałem stworzyć rodzine.. Sylwie i naszą córeczke.. Nie myślałem wtedy racjonalnie. Podeszłem do barku i wyciągnąłem whisky oraz szklanke, która po chwili wypełniła się do połowy bursztynowym trunkiem. Piłem szklanke za szklanką. Nie wiem nawet jak to się stało, ale w przypływie złości i buzującego alkoholu w żyłach, roztrzaskałem szkło, rozcinając sobie tym samym rękę. Syknąłem z bólu, a krew zaczęła cieknąć strumieniem i kapać na panele. Szczerze przyznam, że miałem to gdzieś, jednak gdy ból nie ustawał, wstałem w końcu z kanapy i po zlaniu rany wodą utlenioną, opatrzyłem rękę. Z wycieńczenia po całym ciężkim dniu, usnąłem na kanapie.

***
Tak, zależało mi, aby go wrzucić 29 xD nie zabijajcie mnie, za taki obrót zdarzeń, no ale no, nie może być za kolorowo xD dzieki za wszystkie komy i wejscia! :* licze na kolejne ^^
Lovkii ;* dobranoc <3

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

Rozdział LVI

Z chłopcem na szczęście wszystko było w porządku i tak jak Marcin, czuł się dobrze, co oznaczało, że nerka się przyjęła i wszystko już będzie zmierzać ku lepszemu. Przez weekend nie opuszczałam Marcina na krok, jednak od poniedzialku musiałam wrócić do szkoły. Przez natłok obowiązków spowodowanych dwiema placówkami, nie miałam zbyt dużo czasu na odwiedzanie ukochanego, jednak Marcin wszystko rozumiał i nie miał do mnie o to żalu. I tak odwiedzała go jego siostra i matka, która też się dowiedziała, póki co, tylko o Adasiu i sytuacji w jakiej się znalazł. Trochę mnie zabolało, gdy dowiedziałam się, że o mnie, nic jej nie wspomniał, ale tłumaczyłam to sobie tym, że to by było dla niej za wiele jak na jeden raz. Z rodzicami doszłam na szczęście do porozumienia i tata jakoś zaakceptował fakt o moim związku i ciąży. Zaznaczył jednak, że Marcina ma cały czas na oku, ponieważ nie do końca mu jeszcze ufa. Troszkę mi to przeszkadzało, ale po sytuacji, która miała miejsce, dwa tygodnie po przeszczepie, w szpitalu, moje podejście sie zmieniło, ponieważ dała mi ona sporo do myślenia..
Zaraz po szkole, wróciłam do domu, rzuciłam plecak w kąt i poszłam do szpitala, po drodze wstępując do sklepu, aby kupić chłopakom jakieś owoce i coś do picia. Gdy przemierzałam już szpitalny korytarz kierując się do sali Adasia, którego postanowiłam odwiedzić, byłam w świetnym humorze. Dzień w szkole bardzo udany, wyjątkowo dobrze się czułam, czego chcieć więcej? Mina mi jednak zrzedła, gdy stanęłam przed drzwiami do sali i spojrzałam przez szybe. U syna był już Marcin, a u jego boku? Oczywiście, że Patrycja! Stali obok siebie, Marcin obejmował ją w pasie, rozmawiali, a pewnym momencie pocałował ją w głowe. Wyglądali tak.. tak ładnie, razem.., jakby.. jakby byli parą.. „Sylwia, ogarnij sie! Marcin kocha ciebie, on ją tylko wspiera” podpowiadała mi świadomość, jednak ja i tak wiedziałam swoje. On nadal coś do niej czuł, a sytuacja z synem jeszcze bardziej ich zbliżyła. A ja sie łudziłam, że kocha tylko mnie, a Patrycja to przeszłość. Jaka ja byłam naiwna! Jednak, mimo to, że ten widok łamał mi serce i tak stałam, i patrzyłam na tą szczęśliwą rodzinke. Rozmawiali z Adasiem, śmiali sie, Marcin co jakiś czas pocierał ramię dziewczyny, a ja czułam, jak po moim policzku spływają, wolno pojedyncze łzy. W pewnym momencie, zauważył mnie Adaś i zaczął mi radośnie machać. Od razu w moją stronę skierowały się również głowy Marcina i Patrycji. Mój facet „A może już nie twój?” był lekko zmieszany. Puścił matke dziecka i zaczął iść w moim kierunku. Nie chciałam tego. Pokręciłam tylko przecząco głową, patrząc na niego smutnym wzrokiem i pospiesznie odeszłam. – Sylwia! Sylwia zaczekaj do cholery! – krzyknął w moją stronę. – to nie tak jak myślisz! – dodał. Odwróciłam się.
- Gówno mnie obchodzi to, jak to jest. A tobie nic do tego co ja myśle. – warknęłam na niego.
- Wyrażaj się. – pogroził mi palcem, na co prychnęłam.
- Wiesz co? Wracaj do swojej idealnej rodzinki. Mnie już tu nie zobaczysz! – wcisnęłam mu siatki z zakupami w ręce.
- Ale Sylwia, daj spokój.. ty jesteś moją rodziną, a oni.. ja tylko ich wspieram!
- Oni też są twoją rodziną. Obcej baby byś tak nie wspierał, tulił i wgl. Przemyśl sobie to wszystko, cześć. – oschle odpowiedziałam i poszłam w strone wyjścia ze szpitala. Byłam w tym momencie jak tykająca bomba, która nie wiadomo kiedy eksploduje. Marcin jednak za mną nie poszedł. Wrócił na sale.

Przez ostatni tydzień w ogóle nie kontaktowałam się z ojcem mojego dziecka. Nie odbierałam od niego telefonów, nie odpisywałam na sms’y czy mejle. Byłam w stosunku do niego obojętna. Następne dni, to było Wszystkich świętych i zaduszki, więc tradycyjnie spędziłam je w gronie rodzinnym, nawiedzajac groby. Trzeba przyznać, że jesień tego roku była cudowna. Złote, pomarańczowe i czerwone liście przysłaniały chodniki. Nie było lepszego wyboru, niż udać się do domu przez park. Pech chciał, że natrafiliśmy wtedy na Marcina z Pauliną i ich matką, którzy też pewnie postanowili skorzystać z uroków tej niezwykłej pory roku. Liber kulturalnie przywitał się z moimi rodzicami, którzy o naszych ostatnich spięciach nie mieli pojęcia, a ja pierwszy raz na oczy ujrzałam jego matke. Marcin uśmiech ewidentnie odziedziczył po niej. Gdy mieliśmy się rozchodzić, chłopak złapał mnie za rękę.
- Sylwia, możemy porozmawiać? – błagalnie na mnie spojrzał.
- Ym.. jasne.. mamo, tato, możecie już powoli iść, my musimy porozmawiać, dogonie was – zapewnilam rodziców, a oni tylko przytaknęli głowami i odeszli, tak samo postąpiła Pina z ich matką i zostaliśmy z Marcinem sami.
- O co chodzi? – zapytałam, zerkając na niego.
- Chciałem cię przeprosić. Domyślam się, jak mogła tamta sytuacja wyglądać, ale prosze cię, uwierz mi, że.. ja naprawde nic nie czuje do Patrycji, wtedy to.. ja po prostu chciałem jej dodać otuchy, że z Adasiem wszystko będzie dobrze, przysięgam! – złapał mnie za dłonie i spojrzał w oczy. Mówił bardzo wiarygodnie.
- Wystarczyło ciepłe słowo, a nie, że od razu sie do ciebie kleiła. – powiedziałam oschle, nie ulegne mu tak łatwo.
- Dobrze, oczywiście masz racje. Uległem jej, przepraszam.. i.. mam propozycje..
- Jaką? – zdziwiłam się.
- Zapraszam cię do siebie, naa romantyczną kolacje, zaa dwa dni naa.. 19? – z nadzieją na mnie spojrzał. Zaskoczył mnie tym, ale pozytywnie.
- Okej, przyjdę – uśmiechnęłam się pierwszy raz do niego w czasie rozmowy.
- Dziękuję! A jak tak w ogóle się czujesz? Jak nasza księżniczka? – spojrzał na brzuch i się uśmiechnął, a w jego policzkach pojawiły się dołeczki, które tak uwielbiałam. – Dobrze, mała póki co jeszcze nie wariuje, więc noce mam przespane
- To fajnie, aa jak z rodzicami?
- Dogadaliśmy się. Obiecali mi pomagać, aa mama jeszcze pogada z nauczycielami, żeby im powiedzieć co i jak.
- Czyli już się nie będziesz z tym ukrywać?
- Nauczyciele chyba tego nie rozpowiedzą całej szkole, nie sądzisz?
- A, no tak, racja – zmieszał się – to okej.
- Nom, a jak z Adamem?
- Młody jest już pełen energii, nerka pracuje jak należy, mi też nic nie jest, więc wszystko wskazuje na to, że teraz już będzie tylko lepiej – odpowiedział jakby z ulgą.
- To się cieszę, a teraz wybacz, ale muszę już iść..
- Jasne, nie zatrzymuje cie. Too do piątku? – upewnił się
- Tak, pa – przytuliłam go, a on cmoknął mnie w policzek i się rozeszliśmy. Po chwili dogoniłam rodziców i razem doszliśmy do domu.

Na kolacje u Marcina postanowiłam założyć czerwoną sukienkę przed kolanko, a do tego baleriny, ponieważ szpilki w ciąży to nie najlepszy pomysł. Do tego delikatny makijaż, mała torebka, płaszczyk no i rozpuszczone włosy, wyjątkowo nie prostowane. Może to dziwne, ale cieszyłam się na tą kolację, miałam nadzieję, że wszystko się w końcu ułoży. Zabawne jest to, jak bardzo się wtedy myliłam..
Pod blok Marcina podwiózł mnie ojciec. Uprzedziłam, że mogę nie wrócić na noc, pożegnałam się i opiekun odjechał, a ja udałam się na trzecie piętro, gdzie mieszkał mój chłopak, klatka schodowa była otwarta, więc nie dostał wcześniejszego uprzedzenia. Gdy stanęłam przed drzwiami było za pięć 19. Dwukrotnie zadzwoniłam do drzwi i czekałam, i czekałam, więc po chwili zapukałam, też dwukrotnie. W końcu otworzył mi mój chłopak w samych spodenkach i lekko spoconą klatką piersiową. Nie oszukujmy się, zamurowało mnie.
- Ym.. hej? – niepewnie powiedziałam.
- Sylwia? Cześć, co ty tu robisz? – był szczerze zdziwiony, co mnie wytrąciło z równowagi. „Na pewno dzisiaj miała być ta kolacja?”
- A moge najpierw wejść?
- Aa tak.. jasne.. – zmieszał sie i mnie wpuścił. – więc?
- Noo bo.. bylismy chyba dzisiaj umówieni na.. kolacje? Znaczy sie.. ty.. – nie dokończyłam, bo ktoś wyszedł z łazienki. Ktoś, komu w tym momencie miałam ochote wydrapać oczy i wytargać wszystkie blond kudły. Tak. Z łazienki wyszła Patrycja.. w samym ręczniku..

***
Przepraszam, że znowu była przerwa, ale jednak ferie = lenistwo, poza tym, uznalam, że skoro jest przerwa dosc dluga, to napisze dluzszy rozdział ;) mam nadzieję, że Wam się spodoba ;) wiem, ze duzo sie dzieje, ale powinniście się połapać ;p
Dzięki za wszystkie komentarze i liczne wejścia <3 Pozdrawiam! :*
Lovkii ;**

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

Rozdział LV

Następnego dnia, od rana wszystko wypadało mi z ręki, a to wszystko przez nerwy. Nawet śniadania nie zjadłam. Dwa razy wracałam się do mieszkania, bo raz zapomniałam telefonu, a innym razem, zwyczajnie zapomniałam zamknąć mieszkanie, o czym przypomniałam sobie, gdy byłam już na dworze. Do szpitala, wparowałam jak burza. Gdy kierowałam się na piętro, na którym leżał mój facet, dostrzegłam jak pielęgniarki go już z niej wywożą.
- Marcin! – zawołałam i zaczęłam biec w ich kierunku. Na szczęście, Marcin to usłyszał i chyba poprosił o zatrzymanie się, bo w jednej chwili łóżko stanęło, a ja dobiegłam. – Miałeś zaczekać.. – powiedziałam z żalem.
- Wiem i czekałem, ale sala sie zwolniła i uznali, że szybciej nas wezmą, ale na szczęście zdążyłaś – ujął moją dłoń i pogładzil z wierzchu kciukiem.
- Obiecaj mi, że.. nic się nie stanie.. – spojrzałam mu w oczy, naprawde się o niego bałam.
- Obiecuję skarbie, kocham cię – ulożyl usta w dziubek, które po chwili złączyłam ze swoimi, a w pocałunek przelałam całe swoje uczucie do niego.
- Ja też cię kocham – wyszeptałam, a następnie zawieźli Marcina na sale operacyjną, a zaraz za nim Adasia, którego ucałowała jego matka i razem ze mną została przed salą. Nie odezwałyśmy się jednak ani słowem do siebie i usiadłyśmy po przeciwnych stronach korytarza. Czułam strach i niepokój. Co prawda, poczytałam co nieco o transplantacji w sieci i wiedziałam, że RACZEJ nic nie zagraża Marcinowi, no ale to jest medycyna, wiec nigdy nie ma 100% pewności.. Godziny ciągły się niemiłosiernie. Gdy myślałam, że mija już 2h okazało się, że dopiero pół godziny minęło. Jednym słowem mówiąc, byłam jednym wielkim kłębkiem nerwów, co w moim stanie, nie jest wskazane. Po kolejnych 30min., chodziłam po korytarzu, sprawdzałam godzinie, wyglądałam przez okno na przemian z zerkaniem na drzwi od sali operacyjnej, chwile siedziałam, potem znowu wstawałam i chodziłam. Jeszcze chyba nigdy się tak nie denerwowałam, mimo, że teoretycznie, zabieg do trudnych nie należał. W pewnym momencie, gdy stałam przy oknie, poczułam na ramieniu czyjś dotyk. Momentalnie rozeszło sie po moim ciele przyjemne ciepło, gdy ramie zostało dla otuchy potarte. Gdy się odwróciłam, ujrzałam moją mame. Nie wierzyłam, że przede mną stoi. W jednej sekundzie poczułam złość, za sytuacje z naszego domu, ale i radość, że jest teraz przy mnie ktoś bliski. To drugie uczucie jednak zwyciężyło i w jednej chwili znalazłam się w jej objęciach. Rodzicielka ciepło mnie otuliła swoimi ramionami i zaczęła głaskać czule po głowie, przywołując jednocześnie wspomnienia z dzieciństwa, gdy właśnie w taki sposób starała się mnie uspokoić, gdy ze snu wyrwał mnie jakiś koszmar i nie mogłam potem zasnąć. Teraz też przeżywałam koszmar.., ale tym razem w realnym świecie i bliskość matki bardzo mi się przydała.
- Wszystko będzie dobrze skarbie, nie zamartwiaj się na zapas. – uspokajała mnie – w twoim stanie to nie jest wskazane.
- Wiem mamo, wiem, ale.. po prostu czuje, że..że stanie się coś złego, rozumiesz? Mam złe przeczucia..
- Córcia, to jest naturalne, gdy się martwimy o kogoś nam bliskiego, ale zobaczysz, że wszystko się uda – ciepło mnie przytuliła i ucalowała.
- Może i masz racje.., ale.. ta operacja trwa już wieczność!
- Na pewno nie wieczność, bo maksymalny czas zabiegu, to ok. 4h, więc nie masz się czym denerwować. Chodź lepiej do kawiarenki, napijemy się czegoś i coś zjesz, bo strzelam, że z nerwów nic jeszcze nie jadłaś? – spojrzala na mnie pewnym wzrokiem, a ja tylko skinęlam glową i poszłyśmy.
- Skąd wiedziałaś gdzie jestem? – zapytałam matki, gdy czekalyśmy na zamówienie w kawiarni.
- Nie odzywałaś się dłuższy czas, więc zagadałam do Weroniki, która jak zawsze jest ze wszystkim na bieżąco – wyjaśnila.
- No tak, z Werą codziennie gadamy..
- Czemu mi o niczym nie powiedziałaś? O tym, że ma syna, oddaje mu nerke i w ogóle? Nie ufasz mi? – spojrzała mi jakby z żalem w oczy.
- Ufam, ale po prostu.. jakbym wam powiedziała, to już całkiem byście go skreślili, a ja.. ja go naprawde kocham mamo.. – powiedziałam zgodnie z własnymi uczuciami.
- Ale nie byłabyś chociaż z tym wszystkim sama. Poza tym, mogłaś mi na osobności o tym powiedzieć, niekoniecznie przy ojcu..
- No dobrze.., masz racje, przepraszam.., ale dziękuję, że teraz tu ze mną jestes, potrzebuję wsparcia – przytuliłam się.
- Wiem skarbie, dlatego tu jestem – uśmiechnęla się, a następnie wzięłyśmy swoje zamówienia i wrócilyśmy na moją prośbę pod sale operacyjną, na której nadal trwal zabieg. Matka Adasia po zabraniu syna na sale zniknęła ze szpitala, ale gdy wróciłam na korytarz z bufetu z moją rodzicielką, ona siedziała już przed salą. Zmierzyłyśmy sie tylko spojrzeniami i usiadłam z matką po przeciwnej stronie. Zjadłyśmy nasze przekąski, wypiłyśmy napoje i zaczęłyśmy rozmawiać na luźniejsze tematy. Po godzinie z sali wyszedł lekarz. Oby dwie na raz się zerwałyśmy z krzeseł i podbiegłyśmy do niego.
- Doktorze co z moim partnerem?!
- I moim synem?!
- Spokojnie drogie panie. Zabieg się udał i pani partner oraz syn są w dobrych stanach. Za chwilę zostaną przewiezieni na swoje sale. Póki co jednak, są w stanie śpiączki farmakologicznej, ale do dwóch godzin powinni się wybudzić.
- A czy mozemy do nich isc? – zapytałam z nadzieją.
- Mogą panie, aczkolwiek nie na długo, pacjenci muszą odpoczywać, a teraz panie wybaczą, ale muszę iść do pacjentów.
- Dobrze, dziękujemy doktorze – odpowiedziałyśmy zgodnym chórem i lekarz nas opuścił. Po chwili, tak jak było zapowiedziane, przewieziono chłopaków na ich sale, do które zaraz się udałyśmy. Ja z mamą do Marcina, a Patrycja do syna.
Po 2h Marcin się wybudził. Od razu wezwałam lekarza aby go zbadał, na szczęście wszystko było w porządku.
- Nawet nie wiesz jak się martwiłam.. – zaczęłam rozmowę gdy zostaliśmy sami.
- Niepotrzebnie.., przecież ci mówiłem, że to nic takiego, a w twoim stanie tym bardziej niepowinnaś. – zbeształ mnie, co szczerze mnie zatkalo.
- Ja sie denerwuje, siedze pod salą 3h, modle się aby wszystko się udalo, a ty mi mówisz, ze niepotrzebnie?! Każda zakochana dziewczyna by tak postąpiła, tym bardziej, że w medycynie nigdy nic nie wiadomo! – wkurzyłam się.
- Jejkuu.. dobra.. przepraszam.., po prostu nie chciałem abyś sie tak zamartwiała, bo zabieg do trudnych nie należał, ale okej, doceniam to, ze tu byłaś i jesteś – dodał spokojniej i złapał mnie za dłoń. Marcin miał racje. Wbrew temu, co wcześniej czytał na różnych portalach, lekarz nam wyjśnił, że ta operacja jedynie w małym stopniu zagraża jego życiu.
- Okej.., ale nie byłam na szczęście sama.., mama moja przyszła i mnie podtrzymywała na duchu i przeprosiła za całą sytuacje i w ogóle, wyjaśniłyśmy sobie wszystko..
- To się cieszę, a co z Adasiem? Patrycja tutaj jest? – zapytał zmieniając od razu temat, a ja na imię jego byłej od razu sie zjeżyłam.
- Nie wiem co z Adasiem, nie byłam u niego, ale twoja była przy nim jest.
- Aha.., a.. mogłabyś pójść sprawdzić jak on sie czuje ii czy się już wybudził? Prosze.., martwie się o niego i chciałbym, aby już było dobrze..
- Jasne, już do niego idę – sztucznie sie uśmiechnęłam, cmoknęłam Marcina w czoło i wyszłam.
- I jak z nim? – zapytała mnie mama, która jeszcze była na korytarzu
- Cudownie, zbeształ mnie za to, że się martwiłam o niego i teraz mnie wysłał do jego syna, aby sie dowiedziec co z nim i w ogóle, bo sie o niego martwi. – powiedziałam sarkastycznie.
- Oj córcia.., to normalne, że się martwi o swoje dziecko.. – potarła mnie po plecach,
- Ale mamo, to czemu on sie może martwić o syna, a ja o ojca mojego dziecka, nie, co? To jest nielogiczne!
- Dobrze, już dobrze, spokojnie, nie denerwuj się. Zobaczysz, wszystko się ułoży – dodała mi otuchy.
- Mam nadzieję..
- To najważniejsze. Ja już musze uciekać, bo mam drugą zmiane, trzymaj się skarbie, zadzwonie wieczorem – ucałowała mnie czule.
- Jasne, dziękuję, że tu przyjechałaś – wtuliłam się w nią, a następnie się pożegnałyśmy, a ja udałam się do sali Adasia.

***
Witam Was bardzo serdecznie w dzień św. Walentego xD postanowiłam umilić Wam ten wieczór nowym rozdziałem, który mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu ;) a z racji iż jutro zaczynam upragnione ferie, to mam nadzieję, że uda mi sie napisać z dwa rozdziały aczkolwiek nic nie obiecuję ;p
Dziękuję za liczne wyświetlenia i małą liczbę komentarzy, która znowu mnie zasmuciła, no ale już trudno. Ja nic nie poradze na to, że nie chce sie większości (ale nie wszystkim) poświęcic kilku minut na chociażby jednowyrazową opinie, przy czym rozdział sie czasem kilka dni pisze.. ;)
PS: ostatnio czytajac rozdziały wstecz, dopatrzyłam się, że popieprzyły mi się imiona synka Marcina xD gdy na poczatku byla o nim wzmianka mial na imie Wojtek, a teraz jest Adam xD uznałam, ze zostawie tego Adama, a tamtego Wojtka w wolnej chwili zamienie na to własciwe imie ;) sorrki za tą pomyłek ;p

Lovkii! :**

Opublikowano Bez kategorii | 5 komentarzy

Rozdział LIV

Do szpitala weszliśmy trzymając się za rękę. Byłam zestresowana. Co prawda to Marcin miał powody do obaw, strachu itp., bo to on ma mieć operacje, ale ja.., ja obawiałam się jego.. drugiej rodziny.., a może to była pierwsza rodzina? W końcu to z Patrycją był najpierw, to z nią ma dużego już syna.., a ja? My tylko, jakby symbolicznie jesteśmy razem, a przynajmniej tak mi się wydaje, że Marcin jest ze mną tylko ze względu na dziecko.., ale ja nie potrzbuje przecież litości.., jestem silna i sama bym sobie świetnie dała rade.. Moje rozmyślania przerwał subtelny głos mężczyzny.
- Jesteś gotowa? – zapytał, a ja zdezorientowana spojrzałam na niego pytająco – na poznanie Patrycji i Adasia – wyjaśnił.
- Aa.. ym.. t.. tak.. chodźmy do nich – wydukałam i lekko się uśmiechnęłam.
- Wszystko będzie dobrze – pocałował mnie w czoło i weszliśmy do sali. Pomieszczenie nie było za duże, ale i nie za małe, bo pomieściło trzy łóżka szpitalne, a jeszcze było troche miejsca. Ściany były białe pomijając jedną, na której widniały różne malowidła postaci z bajek itp. Muszę przyznać, że jak na sale szpitalne, w tej było przytulnie. Rozejrzałam się po osobach w niej siedzących i od razu dostrzegłam blond głowe. Po moim ciele momentalnie przeszły nieprzyjemne ciarki, na wspomnienie ostatnich wydarzeń, w których ona i Marcin grali głowne role.
- Sylwia! – usłyszałam głos chłopaka, który był już przy kobiecie i dziecku, i na mnie wołał. Zaraz do nich podeszłam,
- No więc, poznaj Sylwia mojego synka Adasia – powiedział niepewnie i wskazał na syna głową. Chłopiec był drobnej postury z bujną czupryną. Jego wzrok, utkwiony był we mnie. Tak jak jego ojciec mial ciemne oczy.
- Hej, jestem Sylwia – uśmiechnęłam się przyjaźnie i wyciągnęłam rękę w jego kierunku, którą po chwili dziecko uścisnęło.
- Dzień dobry, jestem Adaś – uśmiechnął się uroczo, a w jego policzkach pojawiły się słodkie dołeczki. „Cały Marcin” – pomyślałam i uśmiechnęłam się w myślach.
- Ale ładne imię ;) aa wiesz, że coś dla ciebie mam? ^^ – zrobiłam tajemniczą minę
- Dla mnie? Co? – zapiszczał po dziecięcemu, pełen ciekawości, a ja wyciągnęłam z torebki samochodzik zabawkowy i pluszowego misia.
- Prosze, to dla ciebie – wręczyłam mu zabawki, a ten uradowany je wziął.
- Jejkuu! Jakie supel! Dziękuję Śilwia!
- Haha, drobiazg. – odpowiedziałam i stanęłam spowrotem koło Marcina. Przez cały czas, gdy nawiązywałam znajomość z dzieckiem, czułam na sobie czyjś wzrok. To nie było spojrzenie Marcina.., ani Adasia.., to spojrzenie przeszywało mnie na wskroś..
- To skoro poznałaś Adama, too teraz przedstawiam ci Patrycję.., jego mamę
- I twoją byłą – dodała, subtelnym głosem uśmiechając się przeuroczo. Spojrzałam na nią.., tak. To był ten wzrok.
- I moją byłą.. – zgodził się z nią, a mówiąc to, sztucznie się uśmiechnął. Widziałam, że jest zakłopotany. „I dobrze mu tak.”
- Sylwia, OBECNA dziewczyna Marcina – podkreśliłam drugie słowo przedstawiając się i mierząc ją spojrzeniem. O dziecku nie powiedziałam, bo nikt prócz wybranych osób nie może o nim wiedzieć.
- Miło mi cię poznać – sztucznie się uśmiechnęła i wyciągnęła rękę w moją stronę, którą po chwili uścisnęłam.
- I wzajemnie – odpowiedziałam z takim samym wyrazem twarzy, a następnie zajęłam miejsce koło chłopaka. Teraz mogłam się przyjrzeć kobiecie. Patrycja miała długie blond włosy i niebieskie oczy. Biust nie oszukujmy się miała pokaźny, płaski brzuch i nogi do nieba. Ubrana była tak, aby podkreślić wszystkie swoje atuty i niestety, ale wyszło jej to genialnie. Szczerze mówiąc, zrobiłam się jeszcze bardziej o nią zazdrosna i dostrzegłam wiele niedoskonałości w swoim ciele..
- Ide po coś do picia, chcesz coś Syla? – zapytał mnie Marcin
- Ym.. może sok pomarańczowy ;)
- Ja tes! – zawołał chłopiec
- Jeśli mogę również złożyć zamówienie, to poprosze kawe – wtrąciła się Patrycja, słodko się przy tym uśmiechając.
- Nie ma sprawy, zaraz wracam ;) – zaśmiał się i wyszedł, zostawiając mnie samą ze swoją byłą, Adaś natomiast był zbyt zajęty zabawą, aby go również wliczać do osób, z którymi można pogadać. Gdy mężczyzna opuścił sale, przy łóżku dziecka nastąpiła niezręczna cisza, którą co jakiś czas przerywały dźwięki wydawane przez chłopca.
- Em.. czyli, mówisz, żee jesteś dziewczyną Marcina? – w końcu jako pierwsza odezwała się blondynka.
- Tak – potwierdziłam.
- Mhm, dość młodo wyglądasz. Co prawda, Marcin od zawsze wolał młodsze dziewczyny, ale nigdy nie sądziłam, że aż tak. – powiedziała uszczypiliwie.
- Cóż, jak widać, zmienił mu się gust – uśmiechnęłam się słodko, ale i sarkastycznie.
- Albo nagle nabrał cech prawdziwego rycerza i nie chce cie porzucić, aby cie nie zranić. Pewnie zdaje sobie sprawe, że teraz te wszystkie małolaty mają niepokolei w głowie i po rozstaniach chcą sie zabić – puściła do mnie oczko, a we mnie się zagotowało.
- W takim razie muszę cię rozczarować, ale ja do zdesperowanych i nieszczęśliwie zakochanyvh dziewczyn się nie zaliczam – odpowiedziałam hardo.
- To się jeszcze okaże.
- Chcesz coś przez to powiedzieć?^
- Ależ skąd, chcę tylko abyś wiedziała, że Marcin nadal mnie kocha, a przynajmniej wciąż coś do mnie czuje. Sam mi to powiedział, więc cie o tym informuję. Nie chcę, abyś potem była rozczarowana. – zrobiła smutną minkę.
- Marcin tu jest tylko ze względu na syna, a nie ciebie. Myślisz, że po tym, jak go nie poinformowałaś o dziecku, będzie się nagle o ciebie zabiegał? Hah, jeśli tak to naprawde jesteś naiwna – zaśmiałam się jej w twarz.
- No to się jeszcze zdziwisz. – tajemniczo się uśmiechnęła, a ja poczułam się niepewnie. „A co jeśli faktycznie Marcin woli ją ode mnie? Przecież Patrycja jest taka ładna, seksowna, a ja? Za chwilę będę wyglądać jak szafa trzydrzwiowa..” Gdy już chciałam jej coś odpyskować do sali wrócił Marcin, który po chwili rozdał każdemu wybrany napój.
- I jak tam?
- Świetnie, masz bardzo fajną dziewczynę – zaczęła się podlizywać Patrycja.
- Wiadomo, najlepszą na świecie – uśmiechnął się do mnie, kładąc swoją rękę na moje udo. Na te słowa kąciki moich ust uniosły się lekko ku górze.
- Patrycja jest również bardzo sympatyczna – skomplementowałam rywalke.
- To się cieszę. – Marcin wyraził swoje zadowolenie. Chwile tam jeszcze posiedzieliśmy, Marcin pogadał o Adamie i sprawach szpitalnych z Patrycją, a następnie poszliśmy do lekarza mężczyzny. Raper pozałatwiał wszystkie formalności i udaliśmy się na przydzieloną mu salę.
- Czyli jutro koło południa będzie operacja? – zapytałam gdy byliśmy już w pomieszczeniu.
- Tak jest planowana – potwierdził.
- Okej, fajnego masz tego syna – powiedziałam zgodnie z prawdą, uśmiechając się przyjaźnie.
- Dzięki, nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczy fakt, że go polubiłaś – ujął moje dłonie i z radością spojrzał w oczy.
- Domyślam się, ale teraz już lepiej będzie jak zaczniesz odpoczywać.
- Chyba masz racje, a ty wracaj do domu, bo robi się już ciemno za oknem, zamówie ci taksówke – sięgnął po telefon.
- Nie trzeba, przejde się, to nie jest aż tak daleko, a świeże powietrze dobrze mi zrobi na sen
- Ale będziesz na siebie uważać?
- Oczywiście, aa raczej na nas – dałam znacząco rękę na brzuch.
- No tak, racja – zmieszał się – klucze do mieszkania są w szufladzie, weź je, możesz u mnie przenocować
- Naprawde? Dziękuję.. – wzięłam klucze i wstałam – to dobranoc ii do zobaczenia jutro. Wpadnę jeszcze przed operacją. – zapewniłam go.
- Drobiazg, okej, będę czekać – przyciągnął mnie delikatnie do siebie i czule, z miłością pocałował. Od razu odwzajemniłam czułość, a następnie się wyprostowałam, cmoknęłam go w czoło i poszłam do wyjścia. Zatrzymał mnie na moment głos chłopaka.
- Kocham cię Sylwia – znacząco na mnie spojrzał, a ja się uśmiechnęłam, skinęłam głową i wyszłam. Marcin mnie kochał. Mnie. Nie Patrycje.

***
Hejka! Witam Was z nowym rozdziałem^^ w tym tygodniu wyjątkowo udzieliła mi się wena, czego dowodem jest dzisiejszy wpis ;p osobiście i nieskromnie stwierdzam, że wyjątkowo jestem zadowolona z rozdziału, ale to jest tylko moja opinia, a wiadomo, że Wasze są najistotniejsze ;p dlatego byłoby super, gdyby pod tym rozdziałem znowu było tyle komentarzy ile pod ostatnim, bo naprawde mój zaciesz nie schodził z twarzy gdy zobaczyłam tyle komów xD dziękuję Wam bardzo, że udowodniłyście, ze jeszcze ze mną jednak jestescie! <3
Dzięki również za sporą liczbę wyświetleń ;3
Lovkii ;**

PS: udanego weekendu! ;D

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Rozdział LIII

Marcin
- Nie, nie wróce dzisiaj do domu.. – usłyszałem stanowczy głos mojej dziewczyny, po wejściu do mieszkania. Byłem ciekaw z kim rozmawia. – .. chociażby dlatego, że ojciec nazwał mnie puszczalską! – podsłuchiwałem dalej – Nie mam ochoty na niego patrzeć. .. gdyby żałował, to by sam zadzwonił i go nie broń, jest dorosły, więc sam wie jak postępować. .. ja też byłam w szoku, gdy się dowiedziałam o ciąży, a jakoś nie nazwałam Marcina gnojkiem, sukinsynem i w ogóle! .. mhy, dobra mamo, ja do domu póki co nie wróce, ojciec niech sobie na spokojnie wszystko przemyśli i potem niech sie sam odezwie, bo ja musze być teraz przy Marcinie. .. nie ważne, cześć. – usłyszałem jak wzdycha – możesz już wejść! – rzuciła, a mi zrobiło się głupio, będąc przyłapanym na gorącym uczynku.
- Ym.. hej – podeszłem i pocałowałem ją w policzek – skąd wiedziałaś, że wróciłem?
- Hej, słyszałam jak rzuciłeś kluczami na szafke
- A, no tak, przepraszam..
- Nic się nie stało. Mogę u ciebie zostać? – spojrzała mi w oczy i się przytuliła.
- Oczywiście skarbie – pocałowałem ją w głowe. Mimo, iż Sylwia się nie skarżyła, widziałem, że ta cała sytuacja ją przerasta i jest jej z tym trudno, cały dzień chodziła smutna, na moje pytania odpowiadała zdawkowo. Nie lubiłem tego jej stanu, bo, mnie on wtedy też dotykał, ale nie mogłem jej zostawić z tym samej. Na wieczór, gdy siedziała już po kolacji w salonie, postanowiłem zrobić jej słodką niespodzianke i po chwili wszedłem do salonu z płonącymi lodami.
- Które sobie pani życzy? – uśmiechnąłem się i pokazałem dwa pucharki.
- Wow! Yy.. yy ten – pokazała na jeden z nich, który po chwili już stał przed nią na ławie. – Ale to jest boskie! – cieszyła się jak mała dziewczynka, a ja byłem z siebje dumny, że udało mi się wywołać uśmiech na jej ślicznej twarzyczce.
- Dziękuję, mam nadzieję, że równie bosko bedzie smakować – zaśmiałem się.
- Jeśli Ty to zrobiłeś, to w to akurat nie wątpie – skomplementowała moje umiejętności, a następnie zaczęliśmy jeść pokolacyjny deser. W międzyczasie rozmawialiśmy na luźne tematy, dzięki czemu, Sylwia już nie była taka smutna. Po słodkim posiłku, posprzątałem wszystko, a moja dziewczyna poszła wziąć prysznic. Gdy ujrzałem ją okąpaną i w mojej bluzce, która sięgała jej do połowy ud, na moją twarz od razu wpłynął szeroki uśmiech. Nie oszukujmy się, wyglądała mega pociągająco.

Sylwia
- No, no, muszę przyznać, że bardzo ci ładnie w mojej koszulce – skomplementował mnie Marcin, a ja oblałam się rumieńcem. Zawsze się tak ze mną działo, gdy chwalił mój wygląd.
- Aa dziękuję bardzo, mi również się podoba nowy styl – zaśmiałam się i usiadłam obok, jednak w mgnieniu oka znalazłam się na kolanach partnera.
- W takim razie, zamawiam takie widoki każdego wieczoru – złożył czuły pocałunek na mojej szyi.
- Mhm, aa co ja z tego będę miała?
- Same przyjemności ^^ – schodził niżej z pocałunkami, a jego ręka powędrowała pod koszulke i pogładziła mnie po brzuszku. Moje ciało momentalnie przeszedł przyjemny dreszcz.
- Przyjemności powiadasz? ^ ciekawa jestem jakie – podpuściłam go.
- Hm.., naajpieerw ułożyłbym cię wygodnie na łóżku ii złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Pootem schodziłbym niżej z całusami, a bluzke powoli podwijał – mówiąc, cały czas mnie całował, ale tym razem już po obojczykach, a jego ręka pod bluzką, po chwili zawitała na moich piersiach – gdy w końcu pozbyłbym się twojego okrycia, obcałowałbym całe twoje boskie ciało. Zachwycał się nim i je wychwalał, aa na konieec.. – jego dłoń powędrowała na wewnętrzną strone moich ud, po której mnie pogładził, szepcząc jednocześnie do ucha, uwodzicielskim głosem, co by ze mną zrobił, a gdy jego ręka już miała spocząć we właściwym dla niego miejscu, złapałam za nią.
- Co jest? – spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Nie mam ochoty.
- Ale.. czemu? Zrobiłem coś nie tak? – w jego głosie dało się wysłyszeć rozczarowanie.
- Nie, ale po prostu.. nie jestem w nastroju. Jestem zmęczona po całym ciężkim dniu i w ogóle.. – powiedziałam patrząc mu w oczy.
- A mówią, że ciężarne mają jeszcze większą ochote na zbliżenia. – odburknął jakby urażony i posadził mnie obok, a następnie wstał – ide się myć. – rzucił oschle i poszedł do łazienki, a ja nawet nie zdążyłam nic odpowiedzieć. Szczerze mówiąc, byłam zaskoczona jego zachowaniem. Nie uprawialiśmy seksu za częstu, a raczej jego ilość można by było zliczyć na palcach jednej ręki, pomijając pierwszy raz, ale nigdy też moja odmowa, tak go nie wkurzyła. Nie rozumiałam jego zachowania i przyznam, że poczułam jakieś ukłucie w sercu. Wiem, że sprawy łóżkowe są kluczowe w związku, ale nie przypuszczałam, że dla niego aż tak ważne.. Postanowiłam spędzić tą noc na kanapie w salonie, mimo, iż nie była za wygodna, uznałam, że tak będzie lepiej. Gdy już miałam ją pościelaną i leżałam na boku, cykając pilotem po kanałach telewizyjnych do salonu wrócił Marcin. Spojrzałam tylko na niego obojętnym wzrokiem, a następnie ponownie wlepiłam go w ekran urządzenia.
- Przepraszam Sylwia.. – wyszeptał cały czas sie we mnie wpatrując. – Nie chciałem tak zareagować. To nie tak miało wyglądać jak wyglądało, słyszysz? – zapytał, jednak ja mu nie odpowiedziałam w związku z czym ciągnął dalej – Seks nie jest dla mnie najważniejszy i.. szanuje twoją odmowę. Przepraszam, że naciskałem, to się więcej nie potwórzy, przysięgam, tylko do cholery sie do mnie odezwij! – podniósł głos. Po chwili na niego spojrzałam.
- Okej, przyjmuje to do wiadomości, aczkolwiek to, niekoniecznie się równa z wybaczeniem tak szczeniackiego zachowania. – zmierzyłam go wzrokiem, ponieważ naprawde byłam wkurzona.
- Mhm.., a.. wrócisz do sypialni?
- Nie, dzisiaj się tutaj prześpie.
- Ale jesteś w ciąży..
- Dobranoc. – odpowiedziałam oschle, wyłączyłam telewizor, przez co w pomieszczeniu zapanowała ciemność i nie zważając na obecnosc Marcina, po prostu się wygodniej ułożyłam i poszłam spać. Mężczyzna westchnął głośno, po czym powolnym krokiem udał się do sypialni. Tak minęła nam noc, spędzona osobno.

Trzy dni później
- Na pewno masz wszystko spakowane? – zapytałam po raz setny Marcina, gdy zapinał torbe do szpitala.
- Tak kotku, na pewno. Poza tym, przecież ja tam nie ide na miesiąc, tylko na góra tydzień. Spokojnie – spojrzał mi w oczy, trzymając za dłonie. Nasz chwilowy kryzys, został zażegnany już dnia następnego. Wszystko na spokojnie sobie wyjaśniliśmy, Marcin obiecał, że już taki nie będzie i wszystko się ułożyło. Do szkoły nie poszłam w ciągu tych kilku dni, bo chciałam je spędzić w całości z ukochanym, a z rodzicami też się nie kontaktowałam. Nie mówię, że dobrze się z tym wszystkim czułam, ale uznałam, że to ich interes, aby naprawić nasze relacje, a w szczególności mojego ojca. A wracając do obecnej sytuacji, gdy Marcin był już gotowy, wziął torbę, wyszliśmy z mieszkania, a następnie pojechaliśmy do szpitala. W końcu nastał ten dzień, gdy miałam otwarcie poznać byłą dziewczynę mojego faceta i jednocześnie matke jego pierworodnego oraz ich syna..

***
Wybaczcie mi tak długą nieobecność! Całą wine zwalam na szkołe oraz w małym stopniu moje lenistwo i niestety brak weny. Ale powróciła, dzięki czemu powstał ten rozdział napisany jednym tchem. Mam nadzieję, że sie spodoba. To były miłe informacje, a teraz coś smutniejszego.., od jakiegoś czasu, 2-3 rozdziałów wstecz, jest coraz mniej komentarzy..
Ja nie mówię, że są one moim życiem czy coś, bo tak nie jest, ale po prostu.. nawet sobie nie wyobrażacie jakiego one dają kopa i ile motywacji do dalszego pisania.. Przyznam szczerze, że trochę się rozczarowałam.., no ale może tak miało być? W końcu, kazda passa kiedyś sie chyba kończy.. jeśli jednak jest coś, co Wam sie nie podoba w rozdziale, ogólnie w fabule, to napiszcie, nawet krytyka umacnia! Na koniec przyznam, że gdy było mnóstwo komentarzy, miałam w planach napisać drugą jakby cześć historii.., ale ostatnio zaczynam sie zastanawiać nad tym, czy aby nie poprzestać na jednej części..
PS: mimo, że jest mało komentarzy, z całego serducha dziękuję Wam za tyle wejsc! Czasem nawet ponad 100 dziennie, to jest dla mnie mega wyróżnienie ;3 mimo wszystko jednak, zachęcam również do komentowania ;)
Lovkii ;**

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Rozdział LII

Marcin
Ledwo wsiadłem do samochodu, kochana siostrzyczka zaczeła wywiad.
- Ta Sylwia to dziewczyna z którą koncertujesz, prawda? – odpaliła silnik.
- Tak
- Całkiem ładna – powiedziała bardzo ostentacyjnie.
- Nie zaprzecze – obojetnym tonem odparłem i ruszyliśmy z parkingu.
- Jesteście razem?
- Co? Niee..
- Czemu kłamiesz? Ja sobie zażartowałam z tym, że jej na tobie zależy, ale gdy potem zobaczyłam jak na ciebie patrzy i w ogóle, no i ten pocalunek.., to uznałam, że mogło to być głupie.. No chyba, że to kolejna nieszczęśliwie zakochana w tobie?
- Eh.. dobra, niby jesteśmy razem, ale no.. to skomplikowane.. – wpatrywałem sie w jezdnie.
- Jesteśmy rodzeństwem, więc możesz mi zaufać. Kochasz ją?
- No.. nawet.., jednak nie tak jak ona mnie.. – zacząłem kręcić. Nie jestem przyzwyczajony do wylewnych zwierzeń..
- Mhm.., a ile Syla ma w ogóle lat?
- 18
- Co?! Od kiedy ty sie za takie młode bierzesz? – Pina wyraźnie się zdziwiła.
- Odkąd poznałem Sylwie.
- A ile się znacie?
- Chyba tak z pół roku.., to przyjaciółka Wery, na osiemnastkach u nich byłem i w ogóle. Mimo, że jest taka młoda, to serio o wiele lepsza od tych niekórych plastikowych lalek, z którymi miałem do czynienia. – uśmiechnąłem się pod nosem na samo przypomnienie sobie jej boskiego ciała.
- I ty mówisz, że nawet ją kochasz? Przecież ty w niej jesteś po uszy zakochany! – przejrzała mnie – nie wierze, mój braciszek w końcu zmądrzal i się ustatkował! – zaśmiała się
- Ej, ej! Zwolnij troche, nikt o ustatkowaniu nic nie mówił, oświadczać się jeszcze nie mam zamiaru – od razu podkreśliłem
- Oj dobrze, dobrze, aale jakoś nie jesteś szczęśliwy.., coś się stało? – Paula w końcu dostrzegła mój nie najlepszy humor, co z tego, że po dobrych 15min.
- Zdaje ci się.., jest okej.. – posłałem jej wymuszony uśmiech, jednak Paula nie dała sie zwieść
- Marcin, przecież widze, że nie. Chodzi o to, o czym Sylwia chciała z tobą porozmawiać?
- Eh.. poniekąd tak.. – niechętnie w końcu odpowiedziałem
- A moge wiedzieć, co to takiego było?
- No dobra.. zostaniesz.. ciocią.. – wydukałem.
- Co?! Jak to ciocią?! – siostra zahamowała z piskiem opon, aż mną szarpnęło i na mnie spojrzała – o czym ty do cholery mówisz?!
- Sylwia.. Sylwia jest w ciąży. – powiedziałem na jednym wydechu
- Z tobą?
- No nie, z Duchem Świętym. – zirytowany odpowiedziałem – wiadomo, że ze mną.
- Ty na głowe upadłeś?! Coś ty najlepszego zrobił! Przecież ona jest taka młoda! Tak krótko się znacie!
- Dobra, już sie tak nie drzyj! Zawaliłem, wiem.., ale no.. poniosło nas raz..
- To najwyraźniej było o jeden raz za dużo!
- Jak za dużo, jak to był jej pierwszy raz?
- Pierwszy.. Boże.., myślałam Marcin, że masz już doświadczenie w zabezpieczeniach.
- Możesz skończyć?! Nie zrobiłem tego specjalnie! Nie jestem idiotą!
- Dobra.., przepraszam.. – powiedziała już spokojnie i zapytała – a teraz tak szczerze, kochasz ją? – spojrzała mi w oczy.
- Szczerze? Najbardziej na świecie.. to cudowna dziewczyna. Mimo, że znamy się krótko, mam wrażenie, że znam ją całe życie. I.. ja wiem, że po tym jaki byłem kiedyś możesz mnie podejrzewać, że za chwilę mi się znudzi i w ogóle, ale.. ja jestem pewny, że tak nie będzie, bo każdego dnia gdy ją widze, zakochuje się w niej od nowa. Jej śmiechu mógłbym słuchać godzinami, jest taki dźwięczny i radosny. A gdy sie złości to.. haha.. marszczy tak słodko nosek i nienawidzi gdy unoszę jedną brew, bo ona tak nie potrafi – zacząłem sobie wspominać wszystkie wspólne momenty, Sylwia naprawdę była wyjątkową kobietą – ona.. ja po prostu czuje, że to jest ta jedyna. Zależy mi na niej i na naszej małej księżniczce i nie chce ich stracić.. – skończyłem mówić i spojrzałem na siostre. Siedziała wpatrzona we mnie z szerokimi oczami i lekko rozchylonymi wargami. Zamachałem jej rozbawiony ręką, a Paula się ocknęła.
- Sorry, ale tak pięknie opowiadałes o niej, że aż mnie zauroczyłeś. Pierwszy raz cię nie poznaje. Ta dziewczyna naprawde musi być wyjątkowa, skoro tak na ciebie działa
- Oj uwierz, że jest wyjątkowa, ale nie wiem, jak długo jeszcze nasze szczęście bedzie trwało.. – spuściłem wzrok
- Czemu?
- Jej rodzice mnie nie akceptują i właśnie w tej sprawie do mnie przyszła. Ojciec kazał jej ze mną zerwać – westchnąłem
- Kurde.. no to ciężka sprawa.., ale dajcie im może czas, muszą się z tym oswoić. Nie odpuszczaj tak łatwo, w końcu Sylwia cie teraz będzie bardzo potrzebowała.. – spojrzała na mnie z taką siostrzaną miłością.
- No wiem.., masz racje.., ale.. jest jeszcze jedna sprawa.. – niepewnie zacząłem. „Jak już sie żalić, to ze wszystkiego.”
- Jaka znowu? – lekko poirytowana zapytała
- Jakby to ująć.., pomijając moje dziecko z Sylwią, too jesteś już ciocią.. – spojrzałem na nią, a jej zdziwienie przerodziło się w szok.
- Co ty wygadujesz?! Czego się naćpałeś?
- Niczego, mówię jak jest. Pamiętasz Patrycję? Byłem z nią jakieś 5lat temu? Ale to było takie no.. tygodniowe, może troche dłuższe..?
- Noo coś mi świta.., ale to co, chcesz mi powiedzieć, że..?
- Tak, mam z nią dziecko, a dokładniej to syna Adasia. Wyprzedzając twoje pytanie, nie, nie wiedziałem nic o tym do ostatniego miesiąca. Wtedy Patrycja poprosiła mnie o rozmowę, bo się pojawiła na koncercie. Zgodziłem się, no bo nic do niej nie miałem. No i wtedy też oznajmiła, że mamy syna. Zrobiła to tylko dlatego, że Adaś jest chory na nerki i potrzebuje przeszczepu. Ona nie może być dawcą, ale ja tak, dlatego w najbliższy piątek jadę do szpitala i będzie operacja.
- Czekaj, czekaj, zaraz.. czemu dopiero teraz mi o tym mówisz? Masz syna. Masz mu oddać nerke, masz nową dziewczynę, z którą też będziecie mieć dziecko.., i ty mi nic wcześniej nie powiedziałeś?! Pomyślałeś, co będzie jak matka się dowie o twojej operacji i w ogóle wszystkich newsach z twojego życia?! – naskoczyła. Wiedziałem, że tak będzie..
- Przecież matka nie musi wiedzieć o operacji.., powiem jej po fakcie, spokojnie Pina.., poza tym, dopiero teraz ci o tym mówie, bo dopiero wczoraj się jakby już wszystko ułożyło.., no pomijając sprawe rodziców Sylwii.. tak to mam już wszystko pod kontrolą, dlatego zdecydowałem się tobie o tym powiedzieć..
- Mhy.. a Syla wie o tej drugiej i wgl?
- Tak.. ii jakos to zaakceptowała..
- To dziewczyna na medal.. – lekko się uśmiechnęła
- Wiem, wiem, dlatego tak mi na niej zależy
- To dobrze – zaparkowała i zgasiła silnik – i pamietaj, że zawsze możesz na mnie liczyć i o wszystkim mi mówić. – spojrzała mi w oczy
- Będę pamiętał, dzięki siostra – cmoknąłem ją w policzek i wysiedliśmy, a następnie udaliśmy się do budynku. Rozmowa z siostrą bardzo mi pomogła i ulżyła na sercu, Pina nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo jest ona dla mnie ważna..

***
PRZEPRASZAM. Wiem, że zawaliłam, że długo nie pisałam. Przepraszam. Rozdział zaczęłam pisać już w Nowy Rok, ale nie umiałam sie jakoś sprężyć, wybaczcie ;/ miałam zamiar dodać w środku tygodnia, ale miałam urodziny i wgl, mnóstwo sprawdzianów i nie dałam rady. Mam nadzieję, że choć troche Wam to wynagrodziłam tym rozdziałem i uprzedzam, ze mogą sie one pojawiać rzadziej, ze względu na multum nauki… Pozdrawiam i Wszystkiego dobrego w Nowym Roku ^^
Lovkii ;**

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy